środa, 13 grudnia 2017

"Jazda na rydwanie" Julian Hardy


*Tytuł: "Jazda na rydwanie"
*Autor: Julian Hardy
*Wydawnictwo: Julian Hardy
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 550


*Ocena: 4/6
*Opis:


,,Jazda na rydwanie" rozpoczyna się jako powieść obyczajowa, żeby w miarę jak opisywane są kolejne zdarzenia z życia głównego bohatera zmieniać swój charakter. Jeżeli postać przeżywa dramat osobisty, to opis jego przeżyć ma cechy dramatu psychologicznego, natomiast jeśli postać wikła się w intrygę szpiegowską, siłą rzeczy czytamy fragment w stylu thrillera szpiegowskiego.


*Moje odczucia:


Jeśli lubicie mieszankę wybuchową pod względem gatunkowym, to dobrze trafiliście, bowiem ta powieść zawiera w sobie dosłownie wszystko. W zależności od tego, co w danym momencie przeżywa bohater, autor nadaje temu odpowiednią kompozycję. Gwarantuję Wam zatem, iż przy tej powieści nie sposób się nudzić.


Głównym bohaterem jest Robert, wychowany przez samotną matkę, która otoczyła go swoim kokonem, po niezbyt miłych własnych przeżyciach miłosnych. Robert nie ma łatwego dzieciństwa. W szkole nie ma rówieśników, jest odtrącany, nauczyciele nie są dla niego zbyt przychylni. Jego sytuacja odmienia się dopiero wtedy, kiedy niezbyt piękna i nieśmiała Wika zaprasza go na szkolną potańcówkę. Wówczas z naszego "brzydkiego kaczątka" - Roberta - wyrasta piękny i dorodny łabędź - przystojny mężczyzna. Kobiety zaczynają się za nim oglądać, a on przeżywa miłosne ekscesy. Autor nie szczędzi w opisach miłosnych uniesień, dokładnie nam je przedstawiając. Nie zabraknie również opowieści politycznej, która mniej mnie zainteresowała, gdyż polityka nigdy nie wywierała na mnie jakiejś szczególnej presji.



Akcja powieści jest dość obszerna, gdyż zawiera w sobie aż 36 lat. Można zatem śmiało powiedzieć, iż autor zabiera nas w bardzo długą i czasoprzestrzenną podróż, podczas której odkryjemy niejedno miejsce i poznamy niejednego bohatera. Jeśli już jesteśmy przy bohaterach, muszę wspomnieć, iż autorowi ich kreacja udała się idealnie. Każdy z nich jest nietuzinkowy i jedyny w swoim rodzaju, cechujący się swoistą wyrazistością.

Główny bohater, Robert Meissner jest postacią, która potrafi zaistnieć, gdzie by się nie pojawił, tam daje o sobie znać. Może i bywa naiwny, jednak jest osobą, która zawsze sobie ze wszystkim radzi. Chociaż w pewnym momencie ta jego naiwność, trochę go zgubi. Dopuści się bowiem kradzieży w kościele, a pieniądze ze sprzedaży ukradzionych przedmiotów przekazywać będzie na leczenie matki. Może i chciał działać w dobrej wierze, ale to tak nie funkcjonuje. Jak wpłynie to na jego dalsze życie?

To co ujmuje mnie w powieści, to niesamowite zwroty akcji autora. Raz czujemy się niczym bralibyśmy udział w komedii, by za moment znaleźć się w dramacie, a jeszcze chwilę później w romansie. Nie każdemu autorowi mogłoby to pójść tak sprawnie, jednak Julianowi Hardy udało się to znakomicie. Do tego dochodzi tematyka wojenna, autor przybliża nam wiele wydarzeń historycznych. Nie ma co ukrywać, iż powieść jest opasłym tomiskiem, co z początku trochę mnie przeraziło. Dodatkowo duży gabaryt książki, moim zdaniem nie zdaje egzaminu. Może lepiej byłoby rozbić książkę na kilka tomów oraz wydać w standardowych rozmiarach?


Jazda na rydwanie to całkiem niezła książka, która łączy w sobie wiele gatunków. Akcja przebiega błyskawicznie, ciągle coś się dzieje, do tego oryginalni bohaterowie, którzy nie pozwolą byśmy się nudzili choćby przez parę minut. Zaskakująca, intrygująca i wciągająca lektura. Polecam.







Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorowi






wtorek, 12 grudnia 2017

Wywiad - Dominika Smoleń

Zapraszam na wywiad z Dominiką Smoleń - niezwykle zakręconą (pozytywnie) autorką, która debiutowała książką "Cena naszych pragnień", a już po nowym roku będziemy mogli zapoznać się z jej kolejną książką.



1. Czy przychodząc na ten świat, już wiedziałaś, że będziesz pisać książki?

Lubię myśleć, że tak, ale wtedy nie wiedziałam pewnie nawet, co to są książki. Dopiero później zaczęli mi je czytać, a ja dopiero po kilku latach zapragnęłam napisać coś własnego. No i cóż… zaczęło się, więc teraz już raczej nie macie wyjścia i musicie mnie znosić na rynku wydawniczym, bo ja odpuszczać nie zamierzam! I nie – to chyba nie jest groźba karalna!

2. Debiutowałaś mając zaledwie 16 lat książką „Cena naszych pragnień”. Poruszasz w niej temat miłości między kobietami. Jak zrodził się pomysł, by napisać książkę o takiej właśnie tematyce?

Miałam osiemnaście lat, ale „Cenę naszych pragnień” napisałam, mając szesnaście. Już na samym wstępnie (w „Od autorki”) wytłumaczyłam, skąd się wziął pomysł na romans lesbijski, ale chętnie powtórzę to dla osób, które tego nie czytały, bądź nie pamiętają. Byłam w górach, jeździłam na nartach (chociaż częściej chyba obserwowałam otoczenie, popijając sobie gorącą czekoladę) i zauważyłam, że sporo jest par partnerskich. Pomyślałam, że taka książka byłaby dosyć oryginalna, a że przy sobie miałam wtedy małe, samoprzylepne karteczki i jeden cienkopis… to już wtedy zaczęłam planować, jakie postacie tam mogę w ogóle wprowadzić. Tak oto powstała ta powieść.

3. Niedługo na rynku wydawniczym pojawi się kolejne Twoje dzieło „Bieg do gwiazd”. Zdradź swoim czytelnikom jak wyglądał proces powstawiania tejże powieści, ile czasu zajęło Ci jej napisanie, czy miałaś wszystko rozplanowane, a może to był czysty spontan?

Pomysł na tę powieść chodził mi po głowie już jakiś czas. Rozplanowałam sobie nawet na kartkach główne wątki, które miałyby się wydarzyć, zaplanowałam bohaterów (chociaż Ada kilkakrotnie zmieniała imię, nim została Adą) i tak to sobie wszystko czekało… aż znalazłam czas, żeby zacząć pisać. I tak już później szybko poleciało: średnio rozdział dziennie, a to wszystko przez grupę blogerek, które mnie o to męczyły (głównie tych, które były i są na wydarzeniu ZACZYTANY ROK 2017 i które rekomendują „Bieg do gwiazd”). Pisałam w każdej wolnej chwili – po uczelni, w weekendy… Tak powstał właśnie „Bieg do gwiazd”.





4. W swojej najnowszej powieści poruszasz temat cukrzycy. Czy ten temat jest Ci bliski?

Oczywiście, że tak! Sama choruję na cukrzycę typu I, odkąd tylko skończyłam siedem lat. Moja najlepsza przyjaciółka także jest „słodka”. Chciałam, żeby ludzie dowiedzieli się, jak wygląda życie z chorobą – a przynajmniej pewne aspekty, bo nie mogłam też przedstawić tej historii w sposób szczegółowy pod względem medycznym, gdyż mało kto by się połapał. Co więcej, mam nadzieję, że „Bieg do gwiazd” obali pewne stereotypy związane z chorobą i nauczy ludzi, że trzeba zwracać uwagę na wszelkie objawy, gdyż cukrzyca jest bardzo podstępna!

5. Jaką osobą na co dzień jest Dominika Smoleń?

Wesołą, szaloną, gadatliwą, pomysłową i chętną do podejmowania wyzwań. Tak naprawdę nie jestem raczej nikim szczególnym: studiuję prawo, spotykam się ze znajomymi, oglądam nałogowo seriale (głównie medyczne) i spędzam czas ze swoimi najbliższymi (w tym ze swoimi zwierzętami – mam kota i yorka). Jestem blogerką książkową, bo nie wyobrażam sobie życia bez czytania i to chyba moje największe hobby.

6. Ludzie lubią być ciekawscy i znać pikantne szczegóły z życia innych ludzi. Zdradzisz więc swoim czytelnikom, coś, co mogłoby zaspokoić ich ciekawość?

Wbrew powszechnej opinii, jaką mogłam nabyć po napisaniu „Ceny naszych pragnień”, nie jestem lesbijką. Daleko mi do bycia homoseksualną, ale jestem bardzo tolerancyjna i uważam, że w Polsce związki partnerskie powinny być zalegalizowane. W końcu miłość to miłość. Ostatnio dostrzegły to nawet Niemcy.

7. Jak godzisz życie studentki, blogerki, pisarki?

Hm – normalnie! Po prostu staram się jak najbardziej organizować swój czas, żeby jakoś to pogodzić i nie zaniedbywać czegoś kosztem czegoś. Wszystko to jest dla mnie ważne i odgrywa istotną rolę w moim życiu, więc staram się zawsze jakoś ułożyć swój terminarz, żeby jakoś to było. Na szczęście piszę dosyć szybko, to samo z czytaniem. Nauka prawa idzie jakoś bardziej opornie… 



8. Po jakie książki sama najchętniej sięgasz? 

Zależy od dnia i humoru – najczęściej jest to jednak literatura kobieca w szeroko pojętym znaczeniu: romanse, romanse historyczne, erotyki, obyczajówki i inne tego typu. Po prostu przy szalonym tempie życia muszę jakoś sobie odpocząć i się zrelaksować – a takie historie idealnie mi w tym pomagają. Szczerze, to kiedyś wolałam fantastykę i romanse paranormalne, ale teraz już jakoś rzadko po to sięgam. Jak mam wybór, to wolę nawet młodzieżówkę… Nie, żebym coś miała do młodzieżówek! W końcu sama czytam je jednak dosyć często, pomimo że wątki miłosne są tu przedstawione w dosyć okrojony sposób (a ja takowe uwielbiam).

9. Gdyby miała powstać książka o Tobie samej, jaki nosiłaby tytuł?

„Historia zaczytanej wariatki”, czy jakoś tak! W końcu życie bez odrobiny szaleństwa by nie było nic warte. Tak samo, jak bez książek. Wymyślenie takiego tytułu było więc dosyć proste! 

10. Czym się interesujesz oprócz książek? 

Polskim rapem, zwierzętami i serialami (głównie medycznymi, chociaż kocham też fantastykę). W sumie – niczym szczególnym. Jestem pewna, że połowa czytelników tego wywiadu mogłaby powiedzieć to samo o sobie (no, może nie licząc rapu, a przynajmniej wymieniając zagraniczny).

11. Czy pamiętasz obiekt swoich pierwszych westchnień (uniesień miłosnych)? Jak wyglądało Twoje pierwsze zauroczenie chłopakiem? 

Borze szumiący, oczywiście, że pamiętam. Chociaż wolałabym nie, ale moje przyjaciółki często mi o tym przypominają. Dalej się przyjaźnimy – a to już coś, prawda? Tak naprawdę uważam jednak, że na taki poważny związek, trwający do grobowej deski, jestem jednak jeszcze za młoda. Mam w końcu dopiero dwudziestkę na karku – i tak, połowa moich znajomych mimo wszystko się już zaręczyła, albo wzięła ślub, uważając, że to już odpowiedni na to wiek. Ja tam wolę jeszcze pożyć.

Wiem – nie zdradziłam za dużo o swojej pierwszej miłości, ale powiem, że przypomina mi Adama z „Biegu do gwiazd” – trochę z wyglądu i z charakteru.  

12. Twoja wada (o ile ją posiadasz), która najbardziej Cię u siebie drażni? 

Niecierpliwość. Wrr. Chciałabym wszystko najlepiej już i od razu, a w życiu jednak trzeba się długo na wszystko naczekać. Nawet na głupią wizytę do lekarza, nie wspominając już o pisaniu i wydawaniu książki.

13. Kiedy i czym znowu nas zaskoczysz w świecie literatury?


Powiem szczerze - nie wiem. Jestem w trakcie pisania, mam kilka zaczętych powieści nawet, ale wszystko zależy od kilku czynników: jak będzie na studiach, czy znajdę w końcu jakąś pracę i czy "Bieg do gwiazd" będzie się dobrze sprzedawał (żeby wydawca chciał wydać kolejną powieść). Mam jednak nadzieję, ze zaskoczę czytelników wielkimi emocjami o oryginalną fabułą - w końcu na to staram się zwracać największą uwagę.





Serdecznie dziękuję autorce za poświęcony czas.




niedziela, 10 grudnia 2017

"Smaki życia" Anita Scharmach [PATRONAT]




PREMIERA: 22.11.2017


*Tytuł: "Smaki życia"
*Autor: Anita Scharmach
*Wydawnictwo: Lucky
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 238


*Ocena: 5/6
*Opis:

Czterdziestoletnia Marta niejednokrotnie musiała zmierzyć się z okrutnym losem. Po dramatycznych przeżyciach przekonała się, co w życiu jest naprawdę ważne i nadaje mu głębszy sens. Teraz wydaje się,
że wreszcie ma wszystko, co potrzebne do szczęścia: mężczyznę, który kocha ją całym sercem, mądrą córeczkę, a także wspaniałych przyjaciół i pracę w kociej kawiarni, przynoszącą jej radość.
A jednak nad szczęściem Marty zaczynają się zbierać ciemne chmury, więc kobieta będzie musiała o nie zawalczyć ponownie. . .

Co szykuje dla niej los? Czy Marta dopiero teraz będzie miała okazję poznać smak życia we wszystkich jego odmianach?


*Moje odczucia:


Wracamy do losów Marty, którą mieliśmy okazję poznać już w książce Zaraz wracam. Wiemy, jak wiele traumatycznych przeżyć ma za sobą - śmierć ukochanych córeczek oraz męża. Dziesięć lat przyszło jej się mierzyć z cierpieniem, złością i bólem po utracie ukochanych. Ale w końcu znalazła mężczyznę, który ją pokochał oraz stała się mamą dla jego córeczki. Prowadzi kawiarnię, w której zarówno można poczytać jak i spędzić czas z kotami. Co tym razem los dla niej zgotuje? Czy dane jej będzie zaznać teraz trochę spokoju?


Anita Scharmach po raz kolejny funduje nam emocjonalną powieść, w której przekonamy się jak wiele smaków ma nasze własne życie i jak bardzo potrafi nas zaskakiwać. Niejednokrotnie będziemy się uśmiechali, ale nie zabraknie też momentów, w których popłyną nam łzy. Doskonale wiem, że Anita pisząc smutną scenę dotyczącą kotów, wylewała potok łez, przecież ona ma tak dobre serce dla zwierzaków. Sama wylałam tam mnóstwo własnych łez. Tym bardziej, że krzywda zwierząt nigdy nie była (i nie jest) mi obojętna.

Marta choć układa sobie życie z Arturem i jego córeczką Blanką, wciąż nosi w sercu traumę po odejściu bliskich. Tak naprawdę ze śmiercią bliskich nie można się nigdy do końca pogodzić, jednak pamięć o nich nie umiera tak długo, jak oni żyją w naszych sercach. To, że ktoś został osamotniony, wcale nie oznacza, iż nie zasługuje na ponowne odnalezienie się w życiu i na szczęście.

Autorka doskonale kreuje swoich bohaterów, czyniąc z nich zwykłych ludzi jakimi my sami jesteśmy. Nie koloryzuje, nie ubarwia życia, lecz pokazuje jakie ono naprawdę jest. Zawsze pojawiają się w nim zarówno wzloty jak i upadki. Grunt, żeby z tych drugich umieć się podnieść i iść dalej przed siebie. Dostrzegać piękno w najdrobniejszych gestach, cieszyć się każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo ile ich jeszcze przed nami. W życiu nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet te najgorsze przeżycia mają w sobie jakiś ukryty cel, który musimy odkryć. Autorka kocha również zwierzęta, co widać na przykładzie występujących w powieści kotów.

Blanka to dziewczynka, której nie sposób pokochać. Pomimo jej młodego wieku, to tak mądre i inteligentne dziecko, że szczęka czasem mi opadała słysząc jej powiedzonka. Sama bym na nie nie wpadła. To dziecko ma w sobie niezliczone pokłady miłości, którym obdarowuje nie tylko ojca, kotki, ale również i Martę, którą uważa za swoją mamusię. To momenty, w których w moje serce wlewał się ogrom ciepła.

Fabuła powieści nie jest nudna, Anita niejednokrotnie zasiewa w nas ziarnko niepewności, sprawiając, że nasze serce przyspiesza bicie. Kiedy wspólnie z Martą i Irenką przeżywałam ich czas w SPA, o mało nie posikałam się ze śmiechu, gdyż jest tam tyle zabawnych sytuacji. Powieść zmusza do refleksji nad naszą codziennością, nad wyznaczaniem sobie priorytetów w życiu.
Jesteśmy świadkami przemiany nie tylko Marty, ale również i Artura.


Smaki życia to powieść, w której nie brak emocji. Ukazuje nam, czym jest prawdziwe życie, w którym wszystko może się zdarzyć. W miłości nie ważna jest różnica wieku, skąd pochodzą ludzie, lecz to czy się wzajemnie szanują i kochają. Jeśli jesteście ciekawi jak smakuje życie, koniecznie przeczytajcie tę powieść. Polecam z całego serca.


Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję autorce oraz







sobota, 9 grudnia 2017

"Conviction" Corinne Michaels


*Tytuł: "Conviction"
*Autor: Corinne Michaels
*Wydawnictwo: Szósty Zmysł
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 351


*Ocena: 5+/6
*Opis:


Druga część bestsellerowej powieści Consolation

Jeżeli myślisz, że zakończenie Consolation zwalało z nóg, przeczytaj Conviction i przekonaj się, że Corinne Michaels jest w stanie dostarczyć jeszcze większych emocji i zaskoczeń!
Druga część duetu Consolation rozdziera serce, wzrusza i zachwyca, czyniąc tę literacką przygodę niezapomnianą i zapierającą dech w piersi.

Po raz kolejny autorka złamie ci serce. Ale czy poskłada je na nowo?


*Moje odczucia:


Są prace bezpieczne i mniej bezpieczne. Jeżeli człowiek podejmuje się tej drugiej, zawsze musi mieć świadomość ponoszonego ryzyka. Zdarza się, że oddając się jakiejś pracy, często musimy oddawać też pod znak zapytania nasze życie. Wyobraźcie sobie teraz, że Wasz mężczyzna ma niebezpieczną pracę. Pewnego dnia ktoś puka do Twoich drzwi i oznajmia, że on zginął. Pogrążasz się w żałobie, ledwo się trzymasz, wręcz snujesz się po własnym domu. Zjawia się jego przyjaciel, który wyciąga do Ciebie pomocną dłoń, uczy żyć od nowa, dostarcza powodów do uśmiechania się. Nie planujesz tego, ani on, ale to się dzieje - zakochujecie się w sobie. Jesteście szczęśliwi. Aż któregoś dnia od wraca z misji, a tuż za nim pojawia się Twój mąż, którego pochowałaś rok temu. Co teraz? Dwóch mężczyzn i ty jedna, którego z nich wybierzesz?



Zdecydowanie Corinne Michaels potrafi dostarczyć czytelnikowi ogromną dawkę emocji. Kiedy zakończyłam czytać pierwszy tom, chciałam krzyczeć: Nie! Dlaczego! Jak to?! Z niecierpliwością oczekiwałam kolejnego tomu, i dalszego rozwoju tej historii. Czułam złość, żal i niedowierzanie. Sięgając po drugi tom, serce mi się krajało na myśl o tym, co też mogę tam odkryć. Fabuła nie jest przytłaczająca pomimo ogromu emocji. Ciągle coś się dzieje, Natalie jest rozdarta emocjonalnie, kocha Liama, ale Aaaron jest ojcem jej córki i nie może go tak po prostu wykreślić z życia.

Strasznie lubię postać Natalie, która zdecydowanie wie czego chce. To kobieta, która niejedno przeszła, a mimo to potrafiła pozbierać się w jedną całość i iść na przód.
Liam, to mężczyzna jakiego pragnęłaby każda kobieta. Czuły, opiekuńczy, troskliwy, a do tego odważny i przystojny. Jak tu się w takim nie zakochać?
Aaron to nie jest zły mężczyzna, jednak trochę pogubił się w swoim życiu, zbaczając na krzywą drogę. Przeszedł niejedno piekło podczas misji. Nie jest to postać, której nie lubię, ale też nie nienawidzę go.

Autorka funduje nam emocjonalny rollercoaster. Kobieta, która musi wybrać pomiędzy swoim mężem, a jego przyjacielem. Czy taki wybór może być łatwy? Jak wybrać, żeby nie skrzywdzić żadnego z nich?

Doskonała kreacja bohaterów, łatwy i przyjemny w odbiorze język, sprawiają, że lektury się nie czyta, ją się chłonie. Nie zabraknie tutaj napięcia, które występuje przez większość lektury. Trudne przeżycia, ciężkie wybory oraz miłość, która jest w stanie przetrwać wszystko.



Conviction to piękna historia o ludziach, którzy wierzą, że miłość jest w stanie przetrwać wszystko. To historia, która ukazuje nam jak kruche potrafi być życie i jakie lubi płatać nam figle. Ale przede wszystkim to cudowna historia o miłości, choć jej wybór nie zawsze okazuje się łatwy. Jestem oczarowana tą książką, gorąco polecam.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



wtorek, 5 grudnia 2017

"Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta" W. Bruce Cameron




*Tytuł: "Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta"
*Autor: W. Bruce Cameron
*Wydawnictwo: Kobiece
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 281



*Ocena: 4/6
*Opis:

Najnowsza powieść autora bestsellerowej książki „Był sobie pies”

Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się uroczemu spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć psiaka.

Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.

Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości.
Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć.



*Moje odczucia:


Kiedy tylko zobaczyłam, iż W. Bruce Cameron wydaje kolejną powieść o psie, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Jako wielka miłośniczka zwierząt, nie mogłam przegapić takiej okazji. Czy zatem autorowi po raz drugi udało się mnie zachwycić?


Josh to mężczyzna, który na co dzień nie ma styczności ze zwierzętami, od kiedy porzuciła go dziewczyna żyje w samotności. Jednak pewnego dnia sąsiad podrzuca mu ciężarną suczkę Lucy i zostawia pod jego opieką, pomimo sprzeciwów. Wystarczy jedno spojrzenie w oczy suczki, a on przepada.



Ci z Was, którzy posiadają psa doskonale wiedzą jak wiele radości potrafi wnieść w życie człowieka, ale również zdają sobie sprawę z tego, jak wielką odpowiedzialnością jest posiadanie zwierzęcia. Zwierzę to nie zabawka, którą można odłożyć w kąt, gdy się znudzi. Nienawidzę ludzi, którzy najpierw biorą psiaka, a później go porzucają, wyrzucają z domu jak zużytą baterię. Zwłaszcza czas zbliżających się świąt jest doskonałą okazją do nabycia psa. Ale proszę Was o rozważne podejmowanie decyzji, chcecie wziąć psa, wieźcie również odpowiedzialność za niego. Natomiast jeśli nie jesteście pewni czy podołacie temu wyzwaniu, lepiej odpuśćcie sobie i nie fundujcie niepotrzebnego stresu zwierzakowi.

Nasz bohater Josh, to człowiek, który zgrywa twardziela, a w głębi duszy to niezwykle wrażliwy człowiek. Doskonale to widać, kiedy pod jego dach przybywa Lucy. Nie ma kompletnego pojęcia jak zajmować się suczką, w dodatku ciężarną, która lada dzień się oszczeni. Szuka pomocy u weterynarza oraz w schronisku. Tak poznaje Kerri, niezwykle sympatyczną, kochającą zwierzaki kobietę, pracującą w schronisku.

Jakie przygody przydarzą się naszemu bohaterowi? Co zrobi, gdy na świecie pojawią się szczeniaki? Czy zdoła zapanować nad niesfornymi pupilami? Czy Kerri stanie się dla niego kimś więcej?
O tym wszystkim dowiecie się, sięgając po powieść.




Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta to przepiękna opowieść o rodzącej się z dnia na dzień, miłości człowieka do suczki i szczeniąt. To historia potwierdzająca, iż pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Miłośnicy psów będą zachwyceni. Ta powieść chwyta za serce, ale daje nadzieję na lepszą przyszłość dla porzuconych czworonogów. Polecam.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję